11 maj 2020

jedenasty post pt. znalezione, przerobione cz.I

Lubię zmieniać meble, szukać w różnych miejscach, przerabiać, tak by stare i zniszczone stało się nowym i miłym dla oka przedmiotem. Nie będę ukrywać, ale najczęściej najciekawsze okazy znajduję na śmietniku! Pan K. patrzy wówczas na mnie z politowaniem, kiedy targam do domu kolejne "coś". Wcześniej sam chętnie towarzyszył mi w tych wyprawach, teraz jednak uważa, że w naszym mieszkaniu brakuje miejsca na kolejne eksponaty, a mi jest zwyczajnie żal zostawić taki "skarb" pod kontenerem. Koniec końców pozostaje mi zrobić minę kota ze Shreka, to zawsze działa. Biedny Pan K. taszczy, więc śmietnikowe znaleziska do warsztatu lub ładuje do auta, a potem przerabia. Trzeba tu dodać, że to właśnie on zajmuje się ową przeróbką, ja najczęściej znajduję i rzucam pomysł, jakby to "coś" miało finalnie wyglądać. Może i ten podział nie jest do końca sprawiedliwy, ale to on w tym duecie jest złotą rączką, zna się na tapicerce, zespawa co trzeba itp. No dobrze, starczy już tych pochwał, przejdźmy do zdjęć. 



Fotel, który widzicie na zdjęciu to nasze pierwsze znalezisko. Pamiętam, że wypatrzyłam go chwilę po mojej przeprowadzce do Alicante. Wracaliśmy wtedy z plaży i przejeżdżaliśmy przez dzielnicę, którą pan K. bardzo chciał mi pokazać, to właśnie tam go znaleźliśmy. W tamtym okresie mieliśmy małe autko i nie mam pojęcia, jak tego olbrzyma załadowaliśmy do środka! Fotel był w dość dobrym stanie. Pan K. go odmalował i uszył nową poduszkę, i służy mi do dzisiaj. Uwielbiam wiklinę, to taki materiał, który żyje własny życiem. W nocy fotel wydaje niesamowite odgłosy.



Nieopodal fotela stoi bardzo przyjemne dla oka krzesełko. To i jeszcze jedno, które zobaczycie na zdjęciu poniżej, znaleźliśmy wraz z naszym kolegą, który był u nas na wakacjach. Akurat zwiedzaliśmy klimatyczną dzielnicę Santa Cruz w Alicante i to na tamtejszym śmietniku czekały na nas te dwa krzesła. Najgorsze w tej historii było to, że samochód zostawiliśmy na zamku, czyli na górce. Pan K. musiał, więc wspiąć się po auto, a my z kolegą targaliśmy te krzesła na dół, jak ci dwaj tragarze... prosto pod remizę strażacką, gdzie był nasz punkt zbiórki. Miny przejeżdżających kierowców były bezcenne! Warto było jednak zabrać je stamtąd ze względu na ich znakomity stan. Nie pamiętam, czy to czarne malowaliśmy, czy tylko pan K. zmienił obicie. Od początku natomiast postawiliśmy je w sypialni, ponieważ jest niedużych rozmiarów, a co za tym idzie jest idealne by odłożyć ubrania, czy też przycupnąć na chwilę.



Tak jak już wspomniałam tamtego dnia oprócz czarnego krzesła znaleźliśmy również nasz złoty "tron". To krzesło od początku było takiego koloru, wymagało jednak odmalowania i wymiany tapicerki, to jedno z najwygodniejszych w naszej kolekcji.


Pięknie prezentuje się w popołudniowym słońcu, wraz z kawalerskim krzesłem pana K., które także dostało nowe obicie. Zmiana tapicerki to najlepszy sposób, żeby ofiarować przedmiotowi nowe życie. 



Ten biały stolik jest dobrze znany moim obserwatorom na Instagramie. I właściwie to był pierwszy mebel, który znalazłam w Alicante. Jeszcze tu wówczas nie mieszkałam, lecz tylko bywałam. Jest to ikeowski stolik, nie pierwszej młodości. Nie zrobiliśmy z nim kompletnie nic poza zmianą rączki. Na nim stoją moje ukochane maszyny do pisania. Obie podarował mi Pan K., co więcej tę żółtą uratował przed oddaniem na złom! Na tym zdjęciu jest jednak więcej rzeczy z drugiej ręki, np. ta klatka na książki. Ją z kolei znaleźliśmy przy naszym kontenerze na śmieci i to ja ją malowałam. Najpierw była klatką na roślinki, ale pomysł z książkami bardziej przypadł mi do gustu. Co my tu jeszcze mamy...o tak, białe krzesełko, na którym znajduje się moja palemka. To także łup z naszego osiedla, przy którym zupełnie się nie narobiliśmy.  Wcześniej na nim stały książki, ale po niewielkich zmianach w salonie, stało się ono stanowiskiem dla mojej roślinki.


I skoro pojawił się już Ryjek, to muszę pokazać Wam koszyk - wózek na jego przydasie. Tak, nasz królik dorobił się tylu słoiczków z różnymi ziołami, że potrzebny był dodatkowy mebel na jego rzeczy. Z pomocą przyszedł znajomy, który znalazł takie niepozorne coś:


W końcu pamiętałam by zrobić zdjęcie PRZED!!! Zawsze o tym zapominam. Wracając do wózka, to wystarczyło wybrać ciekawy kolor farby, by powstało to:


Ryjkowi jednak chyba nie do końca przypadł do gustu ten kolor, bo kiedy tylko może obgryza dolny szczebelek, co widać na poniższym zdjęciu. 


Kochani, to pierwsza odsłona znalezionych, przerobionych, mam nadzieję, że Wam się podobało. Planuję więcej postów w tym temacie, zostało jeszcze parę rzeczy do pokazania, a może w międzyczasie coś się jeszcze znajdzie i przerobi. Pamiętajcie warto dać przedmiotom drugą szansę!  Do następnego napisania!

Ada

14 kwi 2020

dziesiąty post, pt.Wielkanoc w kilku kadrach

Wielkanoc to taki czas, kiedy nasze mieszkanie staje się "wiosenną łączką", po której skaczą zajączki, a nawet jeden królik zwany Ryjkiem, wylegują się leniwe kurczaczki, kwitną kwiatki, wszystko się budzi, w tym MY! Tegoroczne święta z wiadomych przyczyn były trochę inne, myślę jednak, że wspólnie zadbaliśmy o to, by ten czas był wyjątkowy. Zaczęliśmy od porządków: mycie okien, pranie firanek, poprzestawialiśmy również meble w salonie, wyciągnęłam dekoracje i jakoś tak w domu od razu zrobiło się przyjemniej. W Wielką Sobotę natomiast działaliśmy w kuchni: sałatka, babka zebra i żurek, to trzy potrawy, które królowały na naszym stole, malowaliśmy także pisanki, a w niedzielę po śniadaniu szukaliśmy drobiazgów od zajączka. W poniedziałek z kolei nie mogło zabraknąć plastikowych jajek wypełnionych wodą, no i słodkiego lenistwa. Chciałam Wam to wszystko pokazać w tych oto kilku kadrach:













Wiem, że w ostatnim wpisie wspominałam, że pokażę Wam nasze meblowe przeróbki, ale przecież to nie Ryjek, nie ucieknie. 

Do następnego,
Ada