30 mar 2019

piąty post pt. z miłości do DIY, lampion z ramek na zdjęcia


Bardzo lubię, kiedy małym kosztem i niewielkim nakładem pracy można wyczarować coś o czym marzyło się od dawna. Na mojej liście takich drobnych uciech znalazł się lampion. Właściwie to kiedy tylko wprowadziliśmy się do mieszkania z balkonem, wymyśliłam, że muszę "dorobić się" ogromnej latarenki, która pomieści duże świece i która to będzie tworzyć magiczny nastrój w letnie wieczory. Ot taka zachcianka. Niestety ceny takich przedmiotów są, moim zdaniem, przesadzone, tak więc postanowiłam poszukać alternatywy. Zupełnie przez przypadek natrafiłam na wpis, na blogu Uli Pedantuli, o tym jak zrobić sobie lampion z ramek na zdjęcia, taki jak mi się właśnie wymarzył. Byłam zachwycona i zaraz po zapoznaniu się z tutorialem, pojechaliśmy do Leroya poszukać odpowiednich ramek. Okazało się, że za cztery identyczne, musiałabym zapłacić trzydzieści euro, tak więc nie wzięłam ich i całe szczęście, ponieważ parę dni później, pan P. przyniósł mi duże ramki, których jego znajomy chciał się pozbyć! Od razu wzięłam się do roboty, a efekt końcowy zobaczycie poniżej. Zapraszam!



A tak (w dużym uproszczeniu) wyglądał proces powstawania lampionu:

Czarne, drewniane, stare ramki na zdjęcia. Potrzebne cztery sztuki.
Zapomniałam zrobić zdjęcia zaraz po sklejeniu ramek klejem na gorąco. Przypomniało mi się w ostatniej chwili, kiedy to kończyłam prawie malowanie. W każdym razie najpierw należy w każdej ramce przykleić szybę do oprawy, a następnie po kolei skleić ze sobą cztery ramki. Dokładniejszy opis i zdjęcia z tego etapu znajdziecie u Uli. 
Ja moje ramki pomalowałam farbą, ponieważ były bardzo zniszczone. Oczywiście szyby przed malowaniem zabezpieczyłam taśmą malarską. A po wyschnięciu całość przetarłam papierem ściernym, aby uzyskać efekt vintage.

Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Teraz pozostaje tylko czekać na letnie noce na balkonie przy blasku świec! Ach, muszę jeszcze dodać, że Kłapouchy wiernie mi towarzyszył podczas robienia zdjęć:


Do następnego napisania,
Ada

11 mar 2019

czwarty post pt. bullet journal odsłona I

W tym miesiącu rozpoczynam serię postów poświęconą planowaniu w formie bullet journalu. Na Instagramie dość regularnie dzielę się z Wami kadrami z mojego zeszytu, jednak opisy pod tymi zdjęciami są zwykle bardzo skromne albo w ogóle nie traktują na ten temat. Dlatego postanowiłam, że rozwinę ten wątek tutaj. Dzisiaj będzie bardzo ogólnie, przede wszystkim o tym jak planuję miesiąc wykorzystując tę formę prowadzenia zapisków oraz trochę o estetyce, w której obecnie czuję się najlepiej.



Mój pierwszy zeszyt w kropki kupiłam prawie dwa lata temu, tuż przed przeprowadzką ze Szczecina do Alicante, kiedy to mój tradycyjny kalendarz zwyczajnie nie mieścił tych wszystkich list z zadaniami, które w tamtym okresie sporządzałam nałogowo. Również wtedy zauważyłam modę na ten rodzaj planowania, w którym funkcjonalność i dowolność nierozerwalnie łączą się z kreatywnością, a której w ówczesnym czasie bardzo mi brakowało. Pobiegłam więc do Empiku po zeszyt w kropki oraz kilka brushpenów, i tak się to zaczęło.


W moim trzecim bullecie stawiam przede wszystkim na prostotę. Planowanie miesiąca rozpoczynam więc od nieskomplikowanej strony tytułowej, na której umieszczam jego nazwę oraz mini kalendarz. Całość ozdabiam rysując listki bądź kwiatki. To właśnie motywy botaniczne należą do moich ulubionych, dlatego rzadko rysuję coś innego. Szczerze? To robię tak również z wygody i z lenistwa. Za to staram się, aby w każdym miesiącu dominowała nowa kolorystyka.


Na kolejnej stronie rysuję rozkładówkę miesięczną, na którą nanoszę grafik z pracy oraz zaznaczam ważne wydarzenia. Taki zrzut miesiąca niesamowicie ułatwia mi dalsze planowanie. Poniżej wypisuję cele i to w zasadzie tyle. Czasami zdarza mi się pobawić letteringiem i umieścić jakieś bardziej lub mniej inspirujące zdanie.



A później to zaczyna wiać trochę nudą, ponieważ zawsze umieszczam tę samą rozkładówkę tygodniową. W moim pierwszym bullecie eksperymentowałam ze sposobem zapisywania planów tygodniowych i zdrowych nawyków (habit trackerów), używałam sporo naklejek i taśm washi. Obecnie staram się nie kombinować, mam ulubiony schemat, którego się wiernie trzymam i go nie zmieniam. Proste rozwiązania bowiem sprawdzają się u mnie najlepiej, lubię tę swojego rodzaju "czystość" na papierze. 


Za to lubię "pobawić się" robiąc zdjęcia i oprócz zeszytu pokazać także książkę, którą czytam, pochwalić się moimi kaktusami, czy pysznie wyglądającą kawą. 



Więcej kadrów możecie podejrzeć na moim bublowym profilu na Instagramie (link znajduje się po prawej stronie). W zapisanych stories znajdziecie także krótki filmik, w którym pokazuję strona po stronie jak wygląda mój trzeci bullet journal. Zapraszam serdecznie i do następnego napisania.

Ada